Strona 2 z 3
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 26 lip 2025, 18:25
autor: Karl von Wettin
Po opuszczeniu Lipska orszak królewski dotarł do Chemnitz, gdzie nie czekały go fanfary orkiestr miejskich ani procesje szkolne. Zamiast tego – zapach smaru, dym z kominów fabrycznych i ciche napięcie unoszące się nad brukowanymi ulicami.
Na peronie dworca zebrała się wyłącznie delegacja urzędników, członkowie izby przemysłowej i przedstawiciele magistratu. Brakowało tłumu. Brakowało entuzjazmu. Karol II wysiadł z wagonu z niezmiennym spokojem, a jego spojrzenie przez chwilę zawisło na dymiących kominach. Za nim postępował jego adiutant, baron von Teschen, oraz doradca ds. społecznych, doktor August Reichenbach, znany z prób zbliżenia monarchii do klasy robotniczej.
Zaraz po przyjeździe, król udał się do Izby Przemysłowo-Handlowej, gdzie czekali właściciele zakładów maszynowych, tekstylnych i metalurgicznych.
W sali zebrań , gdzie ściany zdobiły portrety XIX-wiecznych przemysłowych pionierów, Karol II zasiadł przy długim stole.
Prezes Izby, Otto Riedel, otworzył spotkanie:
„Wasza Królewska Mość, przemysł saksoński potrzebuje konstytucji, która da gwarancję stabilności, ochrony własności i bezpieczeństwa przed radykalizmem.”
Inni uczestnicy wtórowali, prosząc o ograniczenie ingerencji związków zawodowych i większy wpływ samorządów przemysłowych na kształt polityki pracy.
Król słuchał uważnie, notując w myślach uwagi. W końcu powiedział:
"Panowie, macie rację że nowa konstytucja powinna chronić własność i porządek. Ale nie może służyć jednym obywatelom przeciwko drugim. To doprowadzi do bratobójczej wojny. Nie porządku. Dom skłócony nie może się ostać, Saksonia musi trwać."
W sali zapadła cisza po słowach króla. Przemysłowcy spojrzeli po sobie, niektórzy z wyraźnym zakłopotaniem, inni z lekką nutą sprzeciwu na twarzy. Otto Riedel, przez moment zbity z tropu, w końcu odchrząknął i uniósł głowę:
" Wasza Królewska Mość, nikt z nas nie pragnie wojny, ani bratobójczej, ani klasowej. Ale widzimy, do czego prowadzi niekontrolowana działalność związków. Paraliż produkcji, rozniecanie nastrojów buntowniczych, nierealne żądania. Mamy obowiązek chronić nasze przedsiębiorstwa przed upadkiem".
Król popatrzył na prezesa i powiedział"
"Ale wasze fabryki nie mogą utrzymywać się na powierzchni pływając na krwii robotników.Nie zapominajcie, panowie, że majątek bez lojalnych i godziwie traktowanych pracowników to tylko puste mury i zardzewiałe maszyny."
Z końca stołu odezwał się inny głos -Tümmler, właściciel zakładów hutniczych
-Wasza Królewska Mość, czy nie obawiacie się, że jeśli przyznamy zbyt wiele praw robotnikom, to lada dzień to oni zaczną dyktować warunki? Tu i ówdzie już się dzieje. Bawimy się z ogniem.
Karol odrzekł:
"Obawiam się tylko jednego, panie hrabio: że ci, którzy mają obowiązek być ostoją państwa, staną się przyczyną jego upadku przez własną krótkowzroczność. Jeśli boicie się robotnika, to nie przez jego siłę, lecz przez własne zaniedbania. Związek zawodowy nie jest potworem, o ile uczciwy właściciel nie stworzy mu powodu, by nim się stał. Jeśli robotnicy będą mieli zbyt dużo do stracenia to nie zaryzykują strajku. Nie neguję, że istnieją niebezpieczeństwa z każdej strony Ale to nie usprawiedliwia sytuacji, w której klasa robotnicza, fundament waszego bogactwa, traktowana jest jak narzędzie, a nie jak obywatel."
Na to odezwał się inny obecny:
"Wasza Mość mówi o obywatelach, ale wielu z tych ludzi nawet nie rozumie, co znaczy odpowiedzialność obywatelska. Żądają, ale nie chcą dawać. Zorganizowaliśmy szkolenia, rady pracownicze, nawet kredyty robotnicze, a i tak obrócili się przeciwko nam, gdy przyszło zacisnąć pasa."
Król spojrzał na niego uważnie, przez krótką chwilę milcząc:
"Może właśnie dlatego się obrócili. Bo nikt nie zaciskał pasa u góry. Czasem wystarczy nie to, co się daje, ale jak się to czyni. Z poczucia siły czy z poczucia wspólnoty."
Tym razem odpowiedziało mu kilka przytłumionych westchnięć. Niektórzy przemysłowcy odwrócili wzrok, inni spuścili głowy.
Wstał Hugo Mertens:
"Wasza Mość, czy jest szansa na powstanie nowej Rady Gospodarczej Korony? Takiej, która pozwoliłaby przemysłowi współkształtować prawo, ale pod nadzorem królewskim? Może wtedy nie będziemy się nawzajem podejrzewać o zdradę, lecz działać wspólnie"
Karol skinął głową.
"To dobra propozycja. Konstytucja obecna daje mi prawo tworzenia dowolnych organów. Ale ostrzegam: to nie będzie teatr dla prasy ani miejsce na rzucanie się sobie do gardeł . Potrzebuję od was konkretnych projektów, gotowości do kompromisu i jednego-lojalności wobec Saksonii jako całości. Nie wobec własnego majątku, interesu branżowego czy klasy."
Spotkanie trwało jeszcze godzinę. Po nim odbył się bankiet.
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 29 lip 2025, 20:56
autor: Karl von Wettin
Nazajutrz po spotkaniu z przemysłowcami, król Karol udał się pieszo – w asyście zaledwie kilku adiutantów i bez żadnego ceremonialnego orszaku – do robotniczej dzielnicy Sonnenberg w Chemnitz. Chciał sam, nie polegając na przekłamaniach urzędowych raportów, usłyszeć, jak żyją jego poddani i co sądzą o państwie, w którym przyszło im żyć. Mieszkańcy, zaskoczeni obecnością monarchy, początkowo stali w milczeniu, lecz z każdą chwilą tłum rósł, a ludzie odważali się podejść, zadawać pytania, wypowiadać się.
Król, ubrany skromnie, słuchał uważnie. Padały słowa o niskich płacach, nieuczciwych pracodawcach, nieistniejących kontrolach inspekcji pracy, o braku mieszkań, o łapówkach, które trzeba było płacić urzędnikom za najprostsze sprawy. Kobieta, której mąż zginął kilka miesięcy wcześniej w wyniku zawalenia się rusztowania, prosiła tylko o to, by ktoś z państwa w końcu przyszedł i spisał prawdę.
- Zabrali go nam, Wasza Mość, a fabryka dalej pracuje, jakby nic się nie stało- powiedziała, spoglądając na dwie kilkuletnie córeczki uczepione jej spódnicy, a następnie wpatrując się w króla z mieszaniną gniewu i nadziei.
W jednej z ciasnych kamienic, w której spotkał rodzinę ślusarza i trójki jego dzieci, usłyszał:
- Wasza Mość, nie potrzebujemy jałmużny, tylko uczciwej płacy i pewności, że jak zachorujemy, to nas nie wyrzucą z pracy i nie zostawimy dzieci głodnych.
Na placu targowym podszedł do grupy starszych robotników. Jeden z nich, brodaty mężczyzna o ciężkim spojrzeniu, odważył się powiedzieć:
" Panie królu, żyłem pod dwoma monarchami i pod republikanami. Ale zawsze słyszeliśmy, że musimy jeszcze poczekać. Że teraz to nie czas. A my już nie mamy czasu."
Karol słuchał uważnie, nie przerywając. Dopiero pod wieczór, stojąc na schodach starego zakładu maszynowego, powiedział do zebranych kilkudziesięciu ludzi:
"Nie przyszedłem tu po oklaski. Przyszedłem, żeby zrozumieć. Wasze słowa zabieram ze sobą do Drezna. I obiecuję wam, że postaram się aby zostały usłyszane również tam, gdzie zwykle panuje cisza na temat takich dzielnic jak ta."
Następnego dnia król odwiedził koszary 5. Pułku Piechoty, a potem 3. Pułku Ułanów, stacjonujących na wschodnich obrzeżach miasta. Witał go aplauz i salutujący żołnierze, lecz spotkania, które zaplanował, miały charakter zamknięty. Karol kazał przygotować duże pomieszczenie, do którego wprowadzono po dwudziestu ochotników z każdej kompanii i szwadronu — młodych, starych, szeregowych i podoficerów.
Zapytał wprost:
" Jak widzicie swoją rolę w państwie? Jak powinna wyglądać armia? Czego wam brakuje, co was boli?"
Odpowiedzi były zróżnicowane. Jeden z piechurów powiedział:
"Wasza Mość, kochamy mundur i służbę, ale coraz trudniej wyjaśnić bratu, który pracuje w fabryce, dlaczego on dostaje mniej niż my, choć pracuje ciężej."
W podobnym tonie wypowiedział się starszy podoficer, pozostający od lat w służbie:
" Nam potrzeba jasnych rozkazów i stabilności. Polityka niech zostanie politykom. My chcemy wiedzieć, że kraj za nami stoi, że nasze rodziny są bezpieczne, a mundur znaczy honor, nie lęk."
Młody ułan, syn chłopa, dodał:
" Widzimy, co się dzieje. Wojsko musi być dla ludu, a nie przeciw ludowi. Inaczej zbrzydnie każdemu karabin i szabla."
Karol długo rozmawiał z szeregowymi, bez asysty oficerów. Dopiero późnym popołudniem przyjął dowództwo obu pułków i polecił opracować wewnętrzny raport o nastrojach w jednostkach.
Pod wieczór tego samego dnia do Chemnitz dotarła pilna depesza meteorologiczna z Drezna. Prognozy mówiły o nadciągających ulewach, które miały się rozpocząć za dwa dni. Szczególnie zagrożone były doliny Łaby i Weißeritz, a także tereny rolnicze i zalewowe wokół Freibergu i Pirny. Pamiętając o poprzednich powodziach i ich tragicznych skutkach, król natychmiast podjął decyzję o powrocie do stolicy.
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 06 sty 2026, 10:17
autor: Karl von Wettin
Mimo początkowych deklaracji, Landtag Konstytucyjny nie doszedł do zgody. Zbyt duża przepaść dzieliła wszystkie partie a już szczególnie socjalistów i ludowców. Konflikt ten nie był nowy. Narastał od 1918 roku, kiedy to Saksonia uniknęła republikańskiej rewolucji, zachowując monarchię za cenę demokratyzacji Izby Niższej. Jednakże, w przeciwieństwie do modelu brytyjskiego, gdzie Izba Lordów utraciła prawo weta, w Saksonii arystokracja zachowała ten przywilej i zamierzała wykorzystać go do rozmontowania Landtagu.
Właśnie te działania wkrótce podpaliły lont w beczce prochu. Partia kapitalistów, szumnie zwąca się Ludową, nie przewidziała w swoich rachunkach jednego czynnika-pogody.Zima 1925/26 roku zamieniła polityczną grę intryg w realną walkę o biologiczne przetrwanie narodu, który wciąż jeszcze nie podniósł się do końca ekonomicznie po zawirowaniach jakie nastąpiły po Wielkiej Wojnie.
Już w grudniu, w okolicach Świąt, 1925 roku temperatury spadły poniżej -20°C. W styczniu 1926 roku, w kluczowym momencie kryzysu, termometry w Dreźnie i Lipsku pokazywały w nocy nawet -25°C, a w górskich rejonach Rudaw notowano spadki aż do -35°C. Skutki mrozów były natychmiastowe i dewastujące. Łaba, będąca główną arterią transportową dla węgla sprowadzanego z Czech i Śląska, zamarzła na całej długości biegu saksońskiego. Lodołamacze okazały się bezsilne wobec grubości pokrywy lodowej. Transport kolejowy również miał problemy. Przeładowanie spowodowane przerzuceniem transportu rzecznego na tory i śniegi spowodowały znaczne opóźnienia w dostawach.
Dla przemysłu saksońskiego oznaczało to śmierć. Fabryki w Chemnitz i Zwickau, pozbawione dostatecznej ilości węgla, musiały wstrzymać produkcję. Tysiące robotników zostało wysłanych na przymusowe urlopy bezpłatne. W nieogrzewanych czynszówkach robotniczych dzielnic Lipska (np. Connewitz) zaczęły się dziać dantejskie sceny. Ludzie palili meble, książki, a nawet podłogi, by przetrwać noc. Szpitale raportowały lawinowy wzrost przypadków hipotermii i odmrożeń, szczególnie wśród dzieci i starców.
Król odwołał bal sylwestrowy i obciął finansowanie zbędnych przedsięwzięć z dworskiego budżetu. Uzyskana rezerwa, w połączeniu ze sporymi zyskami przedświątecznymi z fabryki czekolady posłużyły do zakupu żywności, a przede wszystkim węgla. Czekolada, symbol burżuazyjnego luksusu, została zamieniona na węgiel – symbol proletariackiego przetrwania. Hasło „Czekoladowy Węgiel” błyskawicznie obiegło ulice.
W Nowy Rok, w trybie nadzwyczajnym, zebrała się Druga Izba Landtagu. Porzucono na chwilę debaty nad konstytucją i uchwalono Ustawę Ratunkową o Solidarności Zimowej.
Główne założenia ustawy były radykalne, ale konieczne:
Podatek Solidarnościowy: 10% jednorazowej daniny od aktywów płynnych przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 50 osób.
Moratorium Węglowe: Zakaz eksportu węgla z Saksonii do momentu zaspokojenia potrzeb bytowych ludności.
Zakaz Eksmisji: Wstrzymanie wszystkich postępowań eksmisyjnych do 31 marca.
Los ustawy zależał następnie od Pierwszej Izby. To tutaj rozegrał się dramat, który przesądził o losach starego porządku.
W dniach 2-5 stycznia Izba Wyższa, zdominowana przez Partię Ludową (DVP) i konserwatywną arystokrację, debatowała nad ustawą. Ich sprzeciw nie wynikał z czystej złośliwości, lecz z dogmatycznego lęku. Przemysłowcy, pamiętając między innymi traumę hiperinflacji , postrzegali każdy nowy podatek jako krok w stronę bankructwa.
Argumentacja ich brzmiała: „Ochrona kapitału jest ochroną miejsc pracy”. Odrzucili ustawę, powołując się na konstytucyjną zasadę nienaruszalności własności prywatnej. W ich retoryce, „charytatywność” była domeną prywatną, a nie obowiązkiem państwa. Decyzja o zablokowaniu Ustawy Ratunkowej w momencie, gdy wagony z „czekoladowym węglem” już wjeżdżały, choć z trudem, na bocznice robotniczych dzielnic, była katastrofalnym błędem wizerunkowym..
W tym samym czasie w Saksonii nastąpiła niezwykła transformacja duchowa. Tradycyjnie protestancka klasa robotnicza, rozczarowana zarówno „bezdusznym” kapitalizmem luterańskich przemysłowców, jak i bezsilnością parlamentarnego socjalizmu, zaczęła zwracać się ku katolicyzmowi. Apogeum przypadło na dzień 5 stycznia czyli odrzucenia ustawy. Spotęgowane to było tym że król w działalności charytatywnej współpracował ściśle ze strukturami katolickimi, w tym Templariuszami.
Tym czasie, na wiecach i w ulotkach ogłaszano:
„Obywatele! Nie słuchajcie kłamstw z Wieży Głodowej jaką jest parlament! Prawda jest na ulicach! Podczas gdy oni debatują od 48 godzin, królewskie jedzenie jest już w Friedrichstadt! Królewski węgiel grzeje już w Pieschen! Parlament mówi 'nie', Król powiedział 'tak' dwa dni temu!”
LPR organizowała zgromadzenia zwane „Wiecami Prawdy”. Nie były to typowe demonstracje polityczne, lecz swoiste sesje obrachunkowe. Agitatorzy odczytywali listy obecności z Izby Wyższej, wymieniając nazwiska deputowanych, którzy głosowali przeciwko pomocy, i kontrastowali je z listami towarów dostarczonych przez Króla i Kościół.
Język tych wieców był niepozbawiony religijnej. Atak na „Grzech Czterech Dni” nie był krytyką błędu politycznego, lecz oskarżeniem o zaniechanie moralne, o grzech pychy i chciwości popełniony przez luterańskie elity. Krytykowano też samą konstytucję onieważ w ich narracji dokument ten usankcjonował system, w którym „martwa litera prawa” stała wyżej niż „żywe prawo królewskie”.
Konstytucja z 1873 roku (jako symbol integracji z systemem bismarckowskim i dominacji liberalizmu gospodarczego) ograniczyła prerogatywy monarchy na rzecz parlamentu. LPR argumentowała:
„To Konstytucja 1873 związała ręce naszemu Dobroczyńcy! To przez ten świstek papieru musimy czekać na łaskę bankierów, zamiast otrzymać sprawiedliwość od Ojca Narodu!”
Agitacja ta była precyzyjnym uderzeniem w legitymizację systemu parlamentarnego jako całości, postulując powrót do organicznej więzi władcy z ludem.
Specyfika wyznaniowa Saksonii również odegrała tu kluczową rolę. Dynastia Wettynów była katolicka, podczas gdy większość poddanych – luterańska. Zazwyczaj było to źródłem dystansu. Jednak w styczniu 1926 roku, LPR (mimo socjalistycznych korzeni, czerpiąca z katolickiej nauki społecznej i estetyki) wykorzystała ten fakt.„Zimny, wyrachowany luteranizm” elit parlamentarnych został skontrastowany z „ciepłym, miłosiernym katolicyzmem” Króla. Pomoc niesiona przez Króla była interpretowana jako akt Caritas, a nie biurokratyczna procedura.
Rankiem 6 stycznia, tłumy robotników, zamiast do kościołów, ruszyły pod miejsca gdzie wciąż wydawano pomoc, a następnie sformowały pochód w kierunku centrum. Na czele niesiono krzyże, portrety Króla oraz... wielkie atrapy tabliczek czekolady, symbolizujące to co dało przetrwanie.
Pochód dotarł do Schloßplatz. Sächsisches Ständehaus, pusty z powodu święta, stał się obiektem nienawiści. Tłum zgromadził się na Tarasach Brühla , u stóp schodów prowadzących do parlamentu.
Nastąpił akt symbolicznego zerwania z prawnym pirzadkiem. Demonstranci rzucali pod drzwi Landtagu egzemplarze Konstytucji z 1873 roku, krzycząc, że "kontrakt wygasł". Skandowano nowe trójczłonowe hasło, będące reinterpretacją skrótu C+M+B: Christus, Monarchie, Bruderschaft. Żandarmeria, wezwana na miejsce pozostawała na razie bierna, ale nie było wiadomo jak długo tak będzie.
W kulminacyjnym momencie, gdy napięcie sięgało zenitu, a żandarmeria zaczęła otaczać protestujących drzwi Zamku otworzyły się. Król Karol II nie wyszedł na bezpieczny balkon. Zrobił coś, co złamało wszelki protokół – wyszedł bezpośrednio do protestujących na plac, w mróz sięgający -15°C.
Obok Króla szedł Książę von Schönburg , przyjaciel monarchy z dzieciństwa, a zarazem lider LPR, zwany "Czerwonym Księciem" (choć pod błękitnymi sztandarami). Schönburg, ubrany w prosty płaszcz, symbolizował tę część arystokracji, która zdradziła swoją klasę, by stanąć przy ludzie.
Król, najpierw odwołał żandarmów, następnie gestem uciszył tłum i nakazał kapelanowi dworskiemu wyniesienie polowego ołtarza na zewnątrz, na schody Katedry.
"Skoro mój Lud marznie, ich Król będzie marzł z nimi. Nie ma murów między nami. Niech Bóg ogrzeje nasze serca, bo prawo tego nie potrafiło."
Odprawienie mszy na mrozie, w której Król klęczał na śniegu ramię w ramię z robotnikami, stało się aktem założycielskim nowego ustroju. Było to namacalne potwierdzenie jedności mistycznej i politycznej. W tym momencie Konstytucja z 1873 roku przestała faktycznie istnieć – zastąpiła ją bezpośrednia więź Władcy z Narodem, usankcjonowana wspólnym znoszeniem zimna i religijnym rytuałem.
Odprawienie mszy na mrozie, w której Król klęczał na śniegu ramię w ramię z robotnikami, stało się aktem założycielskim nowego porządku.
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 06 sty 2026, 12:13
autor: August von Hohenzollern
Cesarz był zmartwiony sytuacja w Saksonii.
Choć całe Prusy i Pomorze były zasypane śniegiem, natychmiast kazał wysłać wagony z weglem i mąką do Saksonii
Zarządził również pogotowie w wojskach saskich i oddał je do dyspozycji Krola Saksonii.
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 06 sty 2026, 16:20
autor: Karol Józef Wittelsbach
Czy teraz w Saksonii zostały zawieszone swobody obywateli i anulowano konstytucję?
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 06 sty 2026, 21:38
autor: Karl von Wettin
Jeszcze nic prawnie się nie zmieniło. Na razie tylko wyszedłem do ludu, który najwyraźniej nie chce czekać aż posłowie napiszą nową konstytucję i zamierza ją sam ustanowić.
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 07 sty 2026, 23:58
autor: Karl von Wettin
Po dramatycznej mszy polowej na mrozie, którą 6 stycznia odprawiono w obecności króla Karola i lidera LPR, księcia robotników von Schönburga, Drezno obudziło się w nowej rzeczywistości. Mimo że konstytucja formalnie nadal obowiązywała, a parlament nie został zawieszony, realna władza zaczęła przesuwać się na ulice i w stronę pałacu.
Agitatorzy LPR od świtu ruszyli do fabryk i dzielnic robotniczych. Podnosili hasło "Chrystus, Król, Lud", wskazując, że cztery dni jałowych obrad w izbie wyższej to dowód na to, iż stare elity luterańskie są oderwane od doli narodu. LPR wzywała do pełnego sojuszu robotników z koroną przeciwko "konstytucyjnemu marazmowi".
Socjaliści znaleźli się w głębokim rozłamie. Widząc, że król realnie wspiera lud (dobrze traktując robotników w swojej fabryce i oddając zarobki na węgiel), wielu szeregowych działaczy socjalistycznych zaczęło przechodzić na stronę rewolucji błękitnej, porzucając partyjne struktury.
Przerażeni "sojuszem tronu i kilofa", niektórzy wpływowi politycy konserwatywni w popłochu opuścili miasto, udając się do Berlina. Tam, na dworze cesarskim, próbowali błagać cesarza Augusta o interwencję zbrojną przeciwko "radykalizmowi Karola (którego wyjście do ludu uznali już za deklarację poparcia mas) i błękitnych bolszewików".
Część posłów partii chrześcijańsko-społecznej, widząc religijny i społeczny wymiar ruchu, ogłosiła akces do rewolucji, uznając władzę króla za jedyny gwarant pokoju społecznego.
Już od wczesnych godzin porannych bojówki LPR otoczyły gmach Ständehaus potrójnym kordonem. Wykorzystując naturalne ukształtowanie terenu wokół Brühlsche Terrasse, skutecznie zablokowano wszystkie wejścia i wyjścia, w tym wejścia techniczne i drogi dostaw.Kluczowym bowiem elementem planu było przechwycenie transportów węgla zmierzających do parlamentarnej kotłowni. Bojówkarze LPR, często przy wsparciu sympatyzujących z nimi kierowców, przekierowywali te dostawy do dzielnic biedoty, głosząc hasło: „Ciepło dla ludu, chłód dla pasożytów”.
Wraz z upływem godzin temperatura wewnątrz wysokich sal Ständehaus zaczęła spadać. Systemy grzewcze, pozbawione paliwa, w końcu spadać. LPR z premedytacją wykorzystała zimno jako narzędzie politycznej weryfikacji. W ich narracji, chłód wdzierający się do sali obrad był sprawiedliwością dziejową – zmuszał elity do fizycznego odczucia losu, jaki stał się udziałem tysięcy saksońskich rodzin pozbawionych opału. Blokada była demonstracją siły natury i woli ludu, przeciwstawioną abstrakcyjnym procedurom parlamentarnym oraz udowodniła, że w sytuacji ekstremalnej, immunitet poselski nie chroni przed odmrożeniami.
Podczas gdy w Ständehaus dogorywał stary porządek parlamentarny, na dworcu Dresden Hauptbahnhof rozegrały się wydarzenia, które wywarły znaczny wpływ na dalsze losy przewrotu. Na części towarowej dworca zatrzymał się niecodzienny skład. Pociąg, wysłany przez cesarza Augusta, był wypełniony po brzegi mąką i węglem. Król Karol osobiście pojawił się na peronie, aby powitać transport. W swoim krótkim przemówieniu do zgromadzonych tłumów i robotników portowych nie nadawał temu wydarzeniu charakteru politycznej deklaracji czy traktatu.
Przedstawił to jako "bratnią pomoc od Prus i Cesarza" – gest solidarności niemieckiego Suwerenna w wobec niego i ich wspólnego ludu, jako że Saksończcy są również obywatelami Rzeszy. Król Karol podkreślił z mocą:
"Saksonia jest i musi pozostać częścią Rzeszy. Ten pociąg nie jest tylko transportem towarów, to znak, że w godzinie próby niemieckie serca i umysły są zjednoczone "
Król, nie zważając na etykietę, zdjął płaszcz i wraz z robotnikami z LPR zaczął pomagać przy rozładunku pierwszych worków mąki. Obok niego ramię w ramię pracował książę von Schönburg.
W pewnym momencie, gdy pierwszy wagon węgla został otwarty, a czarny pył uniósł się w mroźnym powietrzu, król (lub według niektórych świadków jeden z robotników, podchwycony natychmiast przez monarchę) zaintonował hymn cesarski: "Heil dir im Siegerkranz".Słowa hymnu:„ Heil, Kaiser, dir!” wybuchły z tysięcy gardeł zgromadzonych na dworcu. Do Króla i księcia von Schönburga dołączyli kolejarze, żołnierze, robotnicy i mieszczanie. Potężny chór, odbijający się od stalowego sklepienia dworca, zagłuszył gwizdy parowozów i wycie wiatru na zewnątrz. Śpiewała też pruska załoga pociągu. W tym momencie różnice się zatarły. Wszyscy byli tylko Niemcami.
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 08 sty 2026, 23:25
autor: August von Hohenzollern
Następnego dnia przyjechał następny pociąg z Prus
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 09 sty 2026, 0:35
autor: Karl von Wettin
Rankiem 8 stycznia monumentalny gmach Sächsisches Ständehaus na Tarasach Brühla przestał być symbolem władzy ustawodawczej, a stał się "lodową trumną" saksońskiego liberalizmu. Odcięcie dostaw węgla i prądu przez strajkujących robotników doprowadziło temperaturę wewnątrz wysokich sal do poziomu zagrażającego życiu.
Uwięzieni w środku posłowie znajdowali się w stanie fizycznego i moralnego wyczerpania. Palono meble i dokumenty archiwalne w kominkach, ale to nie wystarczało.
Ostateczny cios dla morale obrońców konstytucji nadszedł jednak z zewnątrz. Wiadomość o przybyciu "Pociągu Cesarza" i wspólnym odśpiewaniu hymnu przez Karola II i robotników poprzedniego dnia dotarła do uwięzionych. Zrozumieli oni, że Berlin nie wyśle armii, by ich ratować.
W tym samym czasie Garnizon Drezna, który spędził ranek umieszczając w koszarach i karmiąc potrzebujących, otoczył dzielnicę rządową szczelnym kordonem. Jednak, wbrew nadziejom parlamentarzystów, lufy karabinów nie były skierowane w stronę tłumu, lecz w stronę okien parlamentu.
Również Królewska Żandarmeria, formalnie podległa cywilnemu ministrowi spraw wewnętrznych, wypowiedziała posłuszeństwo kiedy minister, powiązany z Partią Ludową nakazał siłowe oczyszczenie Tarasów z ludzi. Zamiast terenów nad rzeką, żandarmi oczyścili gabinet ministra, który został internowany. Aresztowaniu przewodził osobiście Nadinspektor Klahre, dowódca całej żandarmerii. Jego ramiona okrywał biały płaszcz z czerwonym krzyżem. Był to symbol powodu dla którego się zbuntował. Były to, w największej mierze, powody moralne. Jako członek rycerskiego Bractwa Świętego Jerzego nie potrafił posłuchać rozkazu by podnieść rękę na głodny i zziębnięty lud.
Komendant policji w Dreźnie, widząc nastroje swoich podwładnych (którzy również marzli w słabo ogrzewanych komisariatach), zignorował desperackie wiadomości ze Ständehaus. Policja przyjęła postawę "biernego oczekiwania na rozkazy Korony", co de facto oznaczało przyzwolenie na zmianę ustroju.
Punkt zwrotny nastąpił w samo południe. Przez morze kordon LPR przeszedł samotny oficer w mundurze polowym. Był to hrabia Fryderyk Magnus V von Solms-Wildenfels, brat cioteczny króla. Hrabia wszedł na salę plenarną, gdzie w kocach i płaszczach zgromadzili się deputowani. Jego wystąpienie było krótkie i żołnierskie. Nie negocjował warunków politycznych. Przedstawił ultimatum:
"W imieniu Jego Królewskiej Mości. To zgromadzenie przestało służyć Saksonii. Macie dziesięć minut na złożenie mandatów i opuszczenie gmachu. Król gwarantuje wam życie, ale nie gwarantuje wam władzy. Jeśli odmówicie, Korona wycofa swoje wojska, a wy zostaniecie sami z ludem, którego nie nakarmiliście."
W obliczu groźby linczu ze strony tłumu i przy braku zewnętrznego wsparcia przewodniczący obu izb podpisali akt samorozwiązania.
O godzinie 13:00 wielkie wrota Ständehaus otwarły się. To, co nastąpiło, zostało zapamiętane jako "Szpaler Hańby".
Błękitne Gwardie LPR sformowały wąski korytarz prowadzący od drzwi parlamentu do policyjnych ciężarówek, które miały odwieźć posłów do domów. Tłum tysięcy drezdeńczyków stał w absolutnej ciszy. Nie było kamieni, nie było wyzwisk, nie było przemocy fizycznej. To było celowym zabiegiem LPR, mającym pokazać wyższość "nowego ładu".
Kapitaliści i ziemianie z Partii Ludowej, oraz ideolodzy SPS, wychodzili z gmachu skuleni, brudni od sadzy, owinięci w koce. Ta "śmierć cywilna" starej elity była bardziej niszcząca niż jakakolwiek przemoc. W oczach ludu, parlamentaryzm okazał się systemem słabym, brudnym i zimnym.
Hrabia Solms-Wildenfels osobiście zamknął drzwi za ostatnim posłem i przekazał klucze oficerowi Gwardii Królewskiej.
Król następnie usankcjonował to co było faktem już od kilku dni. Zawiesił konstytucję i wprowadził stan wyjątkowy przejmując pełnię władzy ustawodawczej i wykonawczej. W odpowiedzi na akt króla, część ministrów zrezygnowała ze stanowisk i wyjechała z Drezna. Król nakazał nadinspektorowi Klahre zadbanie o ich bezpieczeństwo, a sam natychmiast zabrał się do poszukiwania następców. Ministrem spraw wewnętrznych ad interim został hrabia Solms. Ministerstwo Edukacji objął Karl Schütze, były dyrektor szkoły średniej w Dreźnie a obecnie działacz LPR. Powołano też nowe ministerstwo, Zabezpieczenia Społecznego, które objął inny polityk robotniczy, Heinz Müller. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Kolonii pozostało na razie pod osobistym nadzorem króla
Re: Wydarzenia w Królestwie
: 09 sty 2026, 8:05
autor: August von Hohenzollern
Cesarz przez cały czas był informowany na bierząco o wydarzeniach w Saksonii.
Po wprowadzeniu stanu wyjatkowego przez Krola Saksonii oficjalnie pogratulował rozwiazania sprawy i poprosił o przesyłanie raportów o sytucja w Saksonii.
Zaproponował rownież dalszą pomoc.